Reguła wydatkowa, która ma wejść w życie od przyszłego roku, zakłada, że wzrost wydatków elastycznych w budżecie o stopień inflacji plus jeden procent obejmie też wynagrodzenia. Jak się nieoficjalnie dowiedziała „Rzeczpospolita”, płace w budżetówce wzrosną jednak tylko o stopień inflacji, czyli realnie każdy pracownik państwowej administracji, żołnierze, policjanci, nauczyciele i osoby zatrudnione w służbie zdrowia otrzymają wynagrodzenia takie jak w tym roku.

Ekonomiści uważają jednak, że w sytuacji, kiedy nasze finanse publiczne nie są w najlepszej kondycji, deficyt finansów publicznych przekracza 7 proc. PKB, grozi nam naruszenie konstytucyjnego progu 60 proc. długu w relacji do PKB, a przyszłoroczny deficyt budżetowy sięgnie tegorocznego poziomu, płace powinno się zamrozić.

Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Przed wyborami parlamentarnymi politycy boją się zaproponować takie rozwiązanie. Poza tym apetyty pracowników są dużo wyższe. – Chcemy zaproponować rządowi na Komisji Trójstronnej podwyżki na 2011 rok dla pracowników budżetówki sięgające 5,3 proc. – wyjaśnił „Rz” Zbigniew Kruszyński z prezydium „Solidarności”. – 1,3 proc. z tego to wyrównanie za 2010 rok, ponieważ okazało się, że inflacja zamiast planowanego 1 proc. sięgnie około 2,3 proc. Kolejne 2,5 proc. to prognozowany poziom inflacji na 2011 rok, zaś 1,5 proc. to połowa szacowanego wzrostu PKB.