Dziś z tej grupy zostało tylko 155 osób. Z izby celnej uciekają też pracownicy pochodzący z Warmii i Mazur. Rok temu odeszło ich 129. W tym roku wypowiedzenia złożyło już 79 pracowników.

Podobnie jest w innych izbach na wschodzie kraju. W Przemyślu w tym roku wypowiedzenia złożyło 31 osób. Rok temu zwolniło się 23. Wszędzie powód jest taki sam – niskie zarobki.

Pensje są bardzo małe, a do tego niejasny jest sposób awansu. Dlatego ludzie odchodzą z pracy, a chętnych na ich miejsca brakuje – tłumaczy przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Administracji Celnej Województwa Warmińsko-Mazurskiego Janusz Krysiak.

Ci, co odchodzą – pisze gazeta – wybierają lepiej płatną pracę w Polsce lub za granicą. Wszędzie dostaną więcej niż w izbie – mówi jeden z celników.

Ale pieniądze to nie jedyna przyczyna odejść z pracy. Dwa lata temu Związek Zawodowy Pracowników Administracji Celnej przeprowadził badania wśród osób pracujących na przejściach granicznych z Rosją. Spytał celników, co uważają za największe zagrożenie swojej pracy. Najwięcej osób odpowiedziało, że boi się przemytników. Badania powtórzono wiosną tego roku. Wykazały to samo co w roku 2005.

Pracujemy pod straszną presją. Przemytnicy grożą nam, że zrobią krzywdę naszym najbliższym, jeśli będziemy ich „trzepać na granicy”. Wiele osób tego nie wytrzymuje i odchodzi – opowiada „Rzeczpospolitej” celnik z Bezledów