Bon, mówiąc ogólnie, polega na tym, że pieniądze idą za uczniem. Jego wprowadzenie od 2011 roku zapowiedziała minister Katarzyna Hall. Nie przedstawiła dotąd rządowego rozwiązania. Ale w planach resortu na ten rok jest „promocja dobrych praktyk oraz przygotowanie odpowiednich materiałów informacyjnych dla samorządów”.

Ogólnopolski bon oświatowy to na razie tylko hasło. Ale samorządy, które muszą dzielić pieniądze na oświatę, już wprowadzają swoje rozwiązania – mówi Mirosław Mikietyński z zarządu Związku Miast Polskich i prezydent Koszalina.

Finansowanie konkretnej szkoły od liczby uczniów uzależniają już m.in. Warszawa i Wrocław. Pieniądze na oświatę samorządy dostają z państwowej subwencji. Na ten rok wynosi ona ok. 30 mld zł. Stawka wyliczona przez MEN na ucznia to ok. 3,6 tys. zł na rok. Jednak niemal każda gmina dokłada do subwencji. Dlatego samorządowcy chwalą bon.

Jan Żądło, zastępca dyrektora wydziału edukacji urzędu miasta w Krakowie przyznaje, że bon nie jest korzystny dla małych szkół: Nie musi jednak doprowadzić do likwidacji. Jeśli szkoła jest zbyt kosztowna dla samorządu, ale ważna ze względów społecznych, to można przekonać społeczność do założenia stowarzyszenia i prowadzenia placówki.