Rząd kończy właśnie prace nad ustawą, która zmusi wszystkie osoby zajmujące publiczne stanowiska oraz ich współmałżonków do ujawnienia w internecie zgromadzonego majątku. Kto go zatai może nawet trafić do więzienia.

Lustracja majątkowa to stary pomysł polityków Prawa i Sprawiedliwości. Teraz może zostać zrealizowany. Projekt przepisów przyjął już Komitet Rady Ministrów. W styczniu zajmie się nim rząd.

Szczegółowe zapisy nowej ustawy – czytamy w dzienniku – mogą jeszcze ulec zmianie, ale pewne jest, że zostanie rozszerzona grupa osób, których majątki będą prześwietlane. Na razie deklaracje majątkowe ujawniają tylko parlamentarzyści i samorządowcy.

Ustawę antykorupcyjna można dziś z łatwością ominąć, przepisując cały majątek np. na żonę. Chcemy zlikwidować tę możliwość – mówi autor pomysłu lustracji majątkowej minister Przemysław Gosiewski.

Popierają go politycy Samoobrony i LPR i jako przykład podają kontrowersyjne zachowanie Pawła Piskorskiego, byłego prezydenta Warszawy. Dopytywany o źródła majątku unikał szczegółowych wyjaśnień zasłaniając się m.in. rozdzielnością majątkową z żoną.

Zdaniem krytyków projekt lustracji jest tylko zabiegiem propagandowym, który ma poprawić wizerunek rządu. To nonsens. Przecież nielegalny majątek można przepisać na brata albo kuzyna. Zamiast szukać cudownego leku na korupcję, politycy powinni zlikwidować korupcjogenne przepisy i skrócić procedury administracyjne – mówi Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.

Podobnego zdania jest posłanka PO Julia Pitera, była szefowa Transparency International. Rząd tworzy przepisy, które trudno będzie wyegzekwować. W ten sposób podważa się zaufanie do państwa – mówi.