Polska mogła obciążyć je akcyzą, ale nie miała prawa ustanawiać znacznie wyższych stawek na pojazdy przywiezione z Unii niż nakupione w kraju.

- Kwoty nie będą tak duże, jak spodziewają się eksperci i sami podatnicy. Wnioski o zwrot będziemy bowiem analizować, biorąc pod uwagę wartość rynkową auta w Polsce w dniu sprowadzenia. Do jej określenia stworzymy specjalne tabele -zapowiada Jacek Dominik, wiceminister finansów odpowiedzialny za podatki.

Stwierdzenie to budzi kontrowersje. Ministerstwo uważa, że takie prawo daje mu wyrok ETS. Eksperci sądzą, że wnioski urzędników mogą być błędne.

Problem w tym, że jeśli sprawdzą się zapowiedzi wiceministra Dominika i wartość każdego sprowadzonego np. w 2004 r. czy 2005 r. samochodu będzie porównywana do jego ceny rynkowej w Polsce, to może się okazać, że każdy, kto sprowadzał pojazdy z UE, był oszustem. Będzie to dotyczyło zarówno osób fizycznych prowadzących komisy, jak i np. organizacji charytatywnych. Wszyscy przywozili auta z Niemiec, Belgii czy Holandii, dlatego że były tam znacznie tańsze niż w Polsce. Dla obywateli tych państw dziesięcioletnie audi czy bmw miały niewielką wartość.