Trwa spór między ministerstwami Gospodarki i Skarbu – o podział kompetencji i nadzór nad elektroenergetyką. Resort gospodarki stara się zdobyć większy nadzór nad interesującą go częścią majątku państwowego. Uda mu się?

Nie ma żadnego sporu, on istnieje wyłącznie na łamach gazet, co trudno mi z przyjemnością konstatować. Wyczytałem ostatnio w prasie, iż pan minister Piotr Woźniak mówi, że każdy zazdrośnie strzeże tego, co ma. Odpowiem w ten sposób: zapewne pan Woźniak myśli, że najlepiej mu będzie rządzić, jak będzie miał bezpośredni wpływ na wymianę prezesów w spółkach Skarbu Państwa. To jest dość nieskomplikowane myślenie. Po drugie, z tego, co zrozumiałem, skoro pan Woźniak mówi, że w resorcie skarbu powinny być przedsiębiorstwa albo spółki przewidziane do prywatyzacji, to rozumiem, iż głosi powrót do koncepcji, że nie jest to Ministerstwo Skarbu, ale przekształceń własnościowych. Na dziś jest to Ministerstwo Skarbu Państwa. I w programie rządowym raczej się mówiło, że do Ministerstwa Skarbu ma przejść nadzór nad innymi spółkami, a nie odwrotnie. Ja nie jestem pewien, czy pan minister Woźniak dobrze wie, co mówi. Myślę, że dokładnie tego nie przemyślał i z tymi dokumentami się nie zapoznał.

Do tej pory jawił się pan jako przeciwnik prywatyzacji. Przychody z niej w 2006 r. wyniosły 621 mln zł, czyli zaledwie 11 proc. planu. Tymczasem ostatnio wciąż słychać o nowych inicjatywach płynących z resortu skarbu. Pana zastępca, wiceminister Michał Krupiński, główny twórca ustawy o nadzorze właścicielskim, mówi wręcz, że trzeba szybko prywatyzować, póki mamy duży wzrost gospodarczy, oraz że podstawowym kryterium przy prywatyzacji powinna być cena. Czyżby i pan zmienił w tym względzie zdanie?

Czy to ja sobie gębę przyprawiłem, czy mnie przyprawiono? Przecież nad ustawą o nadzorze pracujemy od dawna. Doskonale wiem i mówiłem to dawno, że małe spółki trzeba prywatyzować. Energetykę też, tylko przez giełdę. Co najmniej od roku powtarzamy, że zamiast sprzedawać każdą elektrownię z osobna, może lepiej je skonsolidować i razem puścić na giełdę. Nikt nie przyznał, że może ma to jakiś sens. Tylko wciąż słyszę: hamulcowy, nic nie sprywatyzuje.

Nie ma więc ryzyka, że zapowiedziane na ten rok przychody z prywatyzacji w wysokości 3 mld zł będą niższe?

Ja nie mam takich obaw. Już mamy pół miliarda. Niedługo przyjdą następne.

Czyli jest pan zwolennikiem prywatyzacji.

Prywatyzacja powinna służyć wzrostowi gospodarczemu. Przez ostatnie lata służyła umiarkowanie. I słowo „umiarkowanie” jest w tym przypadku łagodnym określeniem.