Najwięcej pieniędzy parlamentarzyści planują dać szkolnictwu wyższemu. Posłowie koalicji twierdzą, że brakującą kwotę można znaleźć bez zwiększania przyszłorocznego deficytu budżetowego.

Według rządu przyszłoroczne dochody państwa mają się zamknąć w kwocie 226,8 miliarda złotych. Aby zachować kotwicę budżetową na poziomie 30 miliardów złotych, wydatki nie powinny przekroczyć 256,8 miliarda złotych. Parlamentarzyści proponują więc, by minister finansów ściągnął więcej pieniędzy na przykład z podatku od gier i obciął wydatki na obsługę zadłużenia kraju.

Wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska uważa, że jest to żądanie nierealistyczne, którego resort nie weźmie pod uwagę.

Podczas prac nad budżetem koalicyjna większość w różnych komisjach sejmowych zaaprobowała dotąd tylko nieliczne zmiany w projekcie budżetu. Zgodziła się, by więcej pieniędzy poszło między innymi na wynagrodzenia dla pracowników wojewódzkich ośrodków medycyny pracy czy budowę stacji sanitarno-epidemiologicznej w Radomiu. Jednak dopiero Komisja Finansów Publicznych zdecyduje, które z tych poprawek trafią pod głosowanie Sejmu.

Analizując te propozycje, widać wyraźnie, że koalicja nadal ma apetyt na rozdawanie publicznych pieniędzy – ocenia poseł opozycyjnej Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski, wiceprzewodniczący Komisji Finansów. Nie zgadza się z nim Tadeusz Cymański z Prawa i Sprawiedliwości. Zapewnia, że zgłaszając poprawki, posłowie koalicji dbali o zachowanie równowagi w przyszłorocznym budżecie.