Wskazany przepis jest czytelny i zapewne nie będzie żadnych kłopotów z jego interpretacją. Tego samego nie można jednak powiedzieć o jego stosowaniu.

Po pierwsze: przepis wskazuje maksymalny okres, w którym organy władzy publicznej mają przystosować się do stosowania w swojej działalności podpisu elektronicznego. Mogą oczywiście i wcześniej. Ale ustawodawca nie przygotował żadnej procedury powiadamiania interesantów o tym, że dany organ już zakończył swoje przygotowania i przyjmuje podania opatrzone podpisem elektronicznym. Można to sprawdzić, ale zawsze wymaga to wykonania dodatkowych czynności, a więc jest to jakieś utrudnienie. Mniejsze albo większe, ale zawsze utrudnienie.

Po drugie: analizowany przepis pomija istniejący obowiązek stosowania podpisu elektronicznego przez interesantów. Najwyraźniej nikt w administracji rządowej oraz w parlamencie nie wziął pod uwagę tego, że przepisy art. 63 § 3 a Kodeksu postępowania administracyjnego, art. 3 b § 1 Ordynacji podatkowej oraz art. 78 i kolejne ustawy o zamówieniach publicznych przewidują przekazywanie korespondencji do urzędów przy zastosowaniu podpisu elektronicznego. Skoro państwo nakłada na obywateli jakiś obowiązek, np. stosowania podpisu elektronicznego, to musi stworzyć warunki umożliwiające realizację tego obowiązku. Nie jest wszak sprawiedliwe domaganie się realizacji zadań niemożliwych do wykonania.

Skoro więc obowiązujące procedury przewidują stosowanie podpisu elektronicznego, a w dodatku owe procedury dotyczą prawie wszystkich organów władzy publicznej, to znowelizowany art. 58 ust. 2 ustawy o podpisie elektronicznym jest w praktyce martwy. A mówiąc dokładniej: obowiązek nałożony we wskazanym na wstępie przepisie ustawy o podpisie elektronicznym winien być zrealizowany, nim ten przepis wszedł w życie. Mamy więc kolejny dowód na złą pracę rządowych i parlamentarnych służb legislacyjnych.

Analizując problematykę podpisu elektronicznego, wypada zadać zasadnicze pytanie nie o to, kiedy ma obowiązywać, ale czy jest on w ogóle do czegoś potrzebny?

Bardzo często twierdzi się, że dzięki podpisowi elektronicznemu obywatele będą mogli składać podania pocztą elektroniczną. Nie jest to prawda. Jest wręcz przeciwnie.
Obywatele już mieli takie prawo, a wprowadzenie obowiązku stosowania podpisu elektronicznego prawa tego w praktyce ich pozbawiło. Mianowicie art. 63 Kodeksu postępowania administracyjnego przewidywał możliwość wnoszenia podań pocztą elektroniczną bez konieczności stosowania podpisu elektronicznego. Tak było od stycznia 1999 r. do listopada 2005 r. Obywatele mogli wysyłać podania do urzędów w prosty, szybki i tani sposób, np. z pierwszej lepszej kawiarenki internetowej. Ale wskazany przepis zmieniono bez żadnych poważnych analiz i konsultacji. Obecnie aby wysłać podanie pocztą elektroniczną, trzeba zawrzeć umowę o świadczenie usług certyfikacyjnych podpisu elektronicznego. To kosztuje i wymaga pewnego wysiłku. A mając podpis elektroniczny, nie można z niego korzystać na dowolnym komputerze, ale tylko na tym, na którym zainstalowane jest oprogramowanie dostawcy podpisu elektronicznego, a więc w praktyce kawiarenki internetowe odpadają. Jeśli weźmie się pod uwagę to, że przeciętny obywatel w ciągu roku nie ma do załatwienia więcej spraw w urzędzie niż kilka, to opłacalność inwestowania w podpis elektroniczny staje się wielce wątpliwa. Prościej i taniej jest – jak w XIX wieku – wysyłać podania pocztą.

Z drugiej strony urzędy – niezależnie od liczby podań wnoszonych drogą elektroniczną – muszą być przygotowane do ich przyjmowania. To oznacza inwestowanie w sprzęt, oprogramowanie i szkolenie pracowników. A ponieważ brakuje ku temu środków i ludzi, to mamy efekt w postaci wskazanej na wstępie nowelizacji ustawy o podpisie elektronicznym.

Na obowiązujących przepisach nie korzystają obywatele, albowiem nakładają one na nich dodatkowe obciążenia. Nie korzystają również urzędy: te również są obciążone dodatkowymi obowiązkami. W dodatku obowiązki te są oczywiście realizowane z pieniędzy podatników. Wydaje się, że jedynymi beneficjentami obowiązku stosowania podpisu elektronicznego są jego dostawcy. Dlaczego jednak państwo swoimi przepisami ma ułatwiać życie prywatnym przedsiębiorcom kosztem obywateli?

Wypada zadać pytanie o konieczność stosowania przez obywateli w kontaktach z organami władzy publicznej podpisu elektronicznego. Jakie problemy wynikały z posiadania przez obywateli prawie przez siedem lat uprawnienia od składania podań pocztą elektroniczną, ale bez podpisu elektronicznego? Jakie straty poniosło państwo z tego tytułu?

Jeśli faktycznie były problemy i koszty i wprowadzenie obowiązku stosowania podpisu elektronicznego jest konieczne, to czy nie jest dobrym rozwiązaniem stopniowe wprowadzanie do urzędów podpisu elektronicznego? Wprowadzanie podpisu elektronicznego według określonego harmonogramu pozwoli na stopniowanie ponoszenia wydatków na oprogramowanie, sprzęt i szkolenie. Koszty można rozłożyć w czasie, a przecież budżet na nadmiar pieniędzy nie może narzekać. Dodatkowy ważny czynnik to możliwość elastycznego reagowania na możliwe problemy związane ze stosowaniem podpisu elektronicznego (np. zauważony brak kompatybilności). Dzięki określonemu przez prawo harmonogramowi obywatele będą wiedzieć, od kiedy przy kontaktach z danym urzędem stosowanie podpisu elektronicznego stanie się obowiązkowe.

Wreszcie trzeba pamiętać, że przyjmowanie korespondencji pocztą elektroniczną jest ułatwieniem nie tylko dla obywateli, ale również i dla urzędników. Ale tylko wtedy, gdy w urzędzie jest wprowadzony elektroniczny obieg dokumentów. Gdy takiego systemu nie ma, to koszty są większe. Elektroniczne podanie trzeba wydrukować i nadać mu taki bieg, jak tradycyjnej poczcie. W efekcie zamiast usprawnienia i potanienia działalności urzędu mamy problemy i wydatki. Wprowadzenie obowiązku stosowania podpisu elektronicznego przypomina więc przysłowiowy kwiatek do kożucha. Wprowadza się bardzo nowoczesny element infrastruktury w sytuacji, gdy całość wymaga kompleksowej modernizacji. Można budować autostradę w dżungli – tylko po co, skoro jej mieszkańcy nie mają samochodów? Czy nie lepiej rozwijać, upowszechniać Internet, informatyzować urzędy, rozwijać elektroniczny przekaz dokumentów i dopiero wówczas wprowadzić podpis elektroniczny? Przecież podpis elektroniczny może przydać się nie tylko przy składaniu do urzędów podań, ale i w innych dziedzinach życia, np. w działalności bankowej albo przy zakupach. Czy jednak banki są przystosowane do stosowania podpisu elektronicznego w takim samym stopniu, w jakim – wolą ustawodawcy – mają być przystosowane organy władzy publicznej?


1 Ustawa z dnia 21 lipca 2006 r. o zmianie ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych oraz ustawy o podpisie elektronicznym (Dz. U. z 2006 r., Nr 145, poz. 1050).

Artykuł pochodzi z wersji drukowanej dwumiesięcznika „elektroniczna Administracja”.

Zapraszamy do lektury!

Informacje na temat prenumeraty.