Pierwszy przetarg ruszył w maju. Trwa już pół roku i jeszcze potrwa, bo komisja przetargowa "testuje" sprzęt i zachodzi w głowę, dlaczego polski komputer spełnia wysokie wymagania zamawiającego. Następne przetargi czekają więc na swoją kolej, a pracownicy pracują na wysłużonych maszynach – pisze dziennik. 

Przetarg ogłoszono na początku maja – ZUS zamówił na początek 7 tys. komputerów. Potem zakład miał dokupić jeszcze dwie partie – 7,4 tys. i 3 tysięcy pecetów. Łącznie około 17 tysięcy sztuk komputerów wartych ponad 40 milionów złotych. To byłoby jedno z największych w Polsce zamówień na sprzęt. 

W specyfikacji zawarto wysokie wymagania odnośnie zabezpieczeń komputerów: m.in. czujniki, zamki, zabezpieczenia konfiguracyjne. Zważywszy na wagę spraw obsługiwanych przez ZUS, to zrozumiałe.

Mimo wysokich wymagań w lipcu do ZUS wpłynęło aż 14 ofert od dostawców w cenach od ponad 16 do 21 milionów złotych. Zaoferowany sprzęt został sprawdzony. Zwyciężyć miała najtańsza oferta, która przejdzie sprawdzian. 

Według informacji "PB", markowe komputery (m.in. Dell I HP) nie miały problemu z przejściem testów. Z polskich odpadł NTT, a komisja próbowała wykluczyć tez komputer Actina, giełdowej firmy Action, twierdząc, że nie podoba jej się czujnik otwarcia obudowy. Action zażądał jednak wpisania do protokołu opinii, że czujnik spełnia wymagania.

Ponad miesiąc później, na początku października, reprezentanta Actiona zaproszono na kolejne testy. Tylko komputer tej firmy był ponownie testowany. Tym razem komisja przetargowa nie miała już zastrzeżeń do czujnika obudowy, tylko do zabezpieczeń na płycie głównej.