Zapowiadana przez Ministerstwo Sprawiedliwości 25-proc. podwyżka kwoty bazowej, z którą powiązane jest sędziowskie uposażenie, miałaby pochłonąć 550 mln zł. Nie wiadomo, ile z tych pieniędzy poszłoby na podwyżki dla samych sędziów, bo z ich płacą powiązane są wynagrodzenia m.in. prokuratorów i referendarzy sądowych – pisze dziennik.

Zdaniem premiera pieniądze na wyższe pensje powinny się znaleźć w budżecie Ministerstwa Sprawiedliwości. On sam zapowiedział, że postara się, by środowisko dostało podwyżki, ale uprzedza, że będą niewielkie. Wszystko wskazuje zatem na to, że rząd nie poprze przygotowanych przez ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego zmian w ustawie o ustroju sądów powszechnych. Problem w tym, że od kilku lat zawód sędziego staje się coraz mniej atrakcyjny finansowo. Tylko do kwietnia tego roku zrezygnowało z niego 28 sędziów sądów rejonowych, nie licząc odchodzących w stan spoczynku.

Po zaplanowanym na 31 marca 2008 r. tzw. dniu bez wokandy, w którym wzięło udział zaledwie 1,5 proc. sędziów, zapowiadane są kolejne akcje protestacyjne.

– Jeśli do 15 maja rząd nie spełni naszych warunków, 30 maja będzie dniem bez wokandy, i to na ogólnopolską skalę – zapowiada sędzia Waldemar Żurek ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Nie wszyscy jednak chcą czekać na to, co zrobi rząd. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, wczoraj zniecierpliwieni sędziowie rozpoczęli kolejną akcję protestacyjną. Wysyłają pocztą elektroniczną petycje do unijnych kolegów. W ten sposób chcą wzbudzić zainteresowanie swoimi problemami. Z takiej formy skorzystali już kiedyś sędziowie na Węgrzech. Unia zainteresowała się tą sprawą, a w efekcie ich rząd podjął błyskawiczną decyzję o przeprowadzeniu szerokich zmian systemowych i finansowych – czytamy w dzienniku.