Zgodnie z projektem, od października tego roku prezesi firm z udziałem Skarbu Państwa mają otrzymywać co miesiąc, tak jak obecnie, nie więcej niż sześciokrotność średniej pensji, czyli 18,6 tys. zł. Oprócz tego jednak, aby nie starali się obchodzić przepisów tzw. ustawy kominowej, będzie im przysługiwać bonus. Ten ma zależeć m.in. od sytuacji finansowej spółki, którą zarządzają, osiąganych przez firmę zysków oraz od realizowanych inwestycji.

Zasady jego przyznawania określi rozporządzenie ministra Skarbu Państwa w sprawie wynagradzania członków zarządów niektórych spółek z udziałem Skarbu Państwa, którym również zająć się ma dziś rząd.

Projekt rozporządzenia zakłada, że wspomniany bonus nie będzie mógł przekroczyć trzykrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia, czyli obecnie 9,3 tys. zł. W takiej maksymalnie wysokości menedżer otrzyma także odprawę, gdy zostanie odwołany ze swojego stanowiska lub zostanie z nim rozwiązana umowa o pracę lub cywilnoprawna.

– To, jak na warunki rynkowe, śmieszna kwota. Nie powstrzyma ona menedżerów od tego, by obchodzić ustawę np. przez zasiadanie w radach nadzorczych tzw. spółek-wnuczek – uważa adwokat Waldemar Gujski, właściciel kancelarii prawnej.

Maciej Grabowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową jest przekonany, że pensje prezesów spółek państwowych powinien regulować rynek. Dzięki temu spółki państwowe nie byłyby tylko kuźnią doskonałych kadr.

Tego samego zdania jest Waldemar Gujski. Według niego ustawodawca chciał wprowadzić zmiany i podnieść pensje menedżerów, ale zabrakło mu odwagi, by w ogóle zrezygnować z ograniczeń ustawowych.