Zgodnie z regulującą je ustawą ( DzU nr 160, poz. 1080 ze zm.) trzynastki przysługują zatrudnionym w sferze budżetowej, czyli państwowych lub samorządowych jednostkach budżetowych i ich gospodarstwach pomocniczych oraz zakładach budżetowych, a także w niektórych urzędach organów władzy państwowej, kontroli, ochrony prawa, w sądach, trybunałach i biurach parlamentarnych. Wedle szacunków Ministerstwa Finansów w grę wchodzi 1,5 mln uprawnionych.

Trzynaste pensje należą się tym, którzy w zeszłym roku przepracowali w jednej z wymienionych instytucji przynajmniej sześć miesięcy. Chodzi o minimum pół roku efektywnej pracy, gdy dana osoba stawiała się do pracy, podpisywała listę płac, wykonywała polecenia służbowe. Tak uchwalił Sąd Najwyższy już 25 lipca 2003 r. ( sygn.IIIPZP7/03) i od razu spowodował kłótnie. Przede wszystkim dlatego, że z kręgu uprawnionych wykluczył przewlekle chorujących oraz korzystających z urlopów macierzyńskich. Większość autorytetów stanęła jednak murem za orzeczeniem, jak profesorowie Bogusław Cudowski z Uniwersytetu w Białymstoku czy Krzysztof Wojciech Baran z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz adwokat Bartłomiej Raczkowski z kancelarii Sołtysiński, Kawecki & Szlęzak.

-Są to świadczenia o charakterze premiowym dla tych, którzy faktycznie pracowali pół roku -uzasadniają.

Mimo to urzędy ustaliły plany finansowe na podstawie stanu zatrudnienia. Wypłacają zatem trzynastki w zasadzie tym, których zatrudnienie trwało przynajmniej sześć miesięcy.