Andrzej Ż. był zatrudniony jako dyrektor Domu Pomocy Społecznej w T. Równocześnie piastował mandat radnego miasta S. Od pewnego czasu narastały jednak problemy dyrektora Ż. z jednostką organizującą DPS – powiatem T. W efekcie zakończenie zatrudnienia nastąpiło w sposób dość spektakularny – po przeprowadzeniu kontroli został on zwolniony dyscyplinarnie pod zarzutem nadużyć. Wszczęto nawet postępowanie karne przeciwko niemu, jednak zakończyło się ono umorzeniem wobec braku dowodów. Były dyrektor odwołał się więc od decyzji w sprawie zwolnienia do sądu.
W toku postępowania okazało się, że starosta powiatu T. nie dopełnił wszystkich formalności – zgodnie z art. 25 ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym rozwiązanie z radnym stosunku pracy wymaga uprzedniej zgody rady gminy, której jest członkiem, zaś rada gminy odmówi zgody na rozwiązanie stosunku pracy z radnym, jeżeli podstawą rozwiązania tego stosunku są zdarzenia związane z wykonywaniem przez radnego mandatu. Obowiązkiem pracodawcy było więc uprzednie wystąpienie o zgodę do rady. Tego starosta nie uczynił, co więcej, taki wniosek został wystosowany do rady miasta S. dopiero po zwolnieniu dyrektora Ż. Rada miejska w tej sytuacji odrzuciła wniosek starosty.
Wydawałoby się, że były dyrektor ma już „w kieszeni” wygrany proces o odszkodowanie za oczywiście niezgodne z prawem zwolnienie, ale pojawiły się kolejne problemy. Okazało się bowiem, że pozew – notabene przygotowany przez adwokata – był skierowany przeciwko samemu staroście powiatu T. Natomiast ustawa o pracownikach samorządowych wskazuje, że jedynie czynności w sprawach z zakresu prawa pracy za jednostki samorządowe wykonuje – w przypadku jednostek powiatowych – starosta (art. 7 pkt 3 ustawy o pracownikach samorządowych). Pozwanym powinien być więc – jako pracodawca – właśnie DPS, którym pan Ż. kierował.
W pierwszym procesie sąd I instancji oddalił pozew. Wprawdzie adwokat złożył w imieniu Andrzeja Ż. wniosek o dopozwanie także DPS, ale sąd stwierdził, że nastąpiło ono po terminie. Art. 264 § 2 KP stanowi bowiem, że żądanie przywrócenia do pracy lub odszkodowania wnosi się do sądu pracy w ciągu 14 dni od dnia doręczenia zawiadomienia o rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia lub od dnia wygaśnięcia umowy o pracę. Wniosek adwokata o uzupełnienie pozwu sąd otrzymał zaledwie kilka dni po terminie.
Andrzej Ż. odwołał się, wskazując, że zarówno pismo o rozwiązaniu dyscyplinarnym, jak i świadectwo pracy wystawiał starosta działając niejako „w swoim imieniu” jako właśnie starosta powiatu T., a nie jako podmiot reprezentujący DPS wobec byłego kierownika. Z dokumentów tych wynikałoby, że pracodawcą jest właśnie starosta.
Sąd II instancji uwzględnił apelację i proces rozpoczął się od nowa. I tym razem jednak wyroki były niekorzystne – sąd I instancji uznał, że nie doszło do przywrócenia do przywrócenia terminu dla DPS-u. Pozew został oddalony. Podobnie stało się też z apelacją.
Jednak Sąd Najwyższy ocenił sprawę inaczej – wyrokiem z 19.10.2010 r. (sygn. II PK 99/10) uchylił wyrok II instancji i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy.
W przypadku struktur złożonych – takich jakie są typowe dla administracji publicznej – mogą zaistnieć problemy z identyfikacją pracodawcy. W takim przypadku rolą sądu jest ustalenie, w postępowaniu wyjaśniającym, kto powinien stanąć w procesie jako pozwany pracodawca.
– Sąd nie powinien być bierny – podkreśliła w konkluzji uzasadnienia sędzia Małgorzata Gersdorf.
Orzeczenie to w pewnym sensie modyfikuje zasadę, zgodnie z którą pracodawca-pozwany powinien zawsze być prawidłowo oznaczony. W przypadku wątpliwości – zwłaszcza, gdy dokumenty pracownicze wystawiane są nieprawidłowo przez dany organ we własnym imieniu, a nie w imieniu jednostki zatrudniającej danego pracownika – pracownik może liczyć na pomoc sądu.

Autor: Michał Culepa