SIMIK to system informatyczny, na który trafi każdy przedsiębiorca i samorząd składający wniosek o unijne pieniądze. Unia chce wiedzieć, co dzieje się z jej pieniędzmi, dlatego zażądała od krajów członkowskich budowy systemów komputerowych do obsługi funduszy strukturalnych. Mają rejestrować wnioski o dotacje i pokazywać, ile pieniędzy i na co wypłacono.

Polska zabrała się do tworzenia SIMIK w 2003 r. Za jego opracowanie odpowiada Ministerstwo Finansów. Do tej pory system kosztował już ponad 12 mln zł. Ale wciąż np. myli się w obliczeniach. Błędy w systemie potwierdza Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (to ono decyduje o podziale unijnych pieniędzy). Trzy miesiące temu negatywną opinię wystawiła SIMIK Najwyższa Izba Kontroli.

System budowała krakowska firma ComArch SA. Błędy tłumaczy wciąż nowymi wymogami stawianymi SIMIK przez Ministerstwo Finansów. – Wszystkie usuwamy jednak w 24 godziny – mówi Daniel Kordel, rzecznik ComArch SA.

Beata Rudzka z departamentu instytucji płatniczych Ministerstwa Finansów tłumaczy kłopoty wciąż zmieniającymi się instytucjami odpowiedzialnymi za obsługę unijnych pieniędzy. – Nawet wprowadzone ostatnio ułatwienia przy wypełnianiu wniosku komplikują sytuacje, bo system był planowany bez ułatwień i teraz trzeba je wprowadzić – mówi Rudzka. Na razie wpadki SIMIK uchodzą Polsce bezkarnie. Ale w przyszłym roku to się skończy.

- Od 2007 r. Unia będzie wymagać od nas sprawnego systemu elektronicznego monitorującego wszelkie płatności. Od niego będą uzależnione wszelkie wypłaty unijnej pomocy – mówi Monika Niewinowska, rzecznik Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

- Jeśli nie uda się zmienić SIMIK, będziemy musieli z Unią negocjować przesunięcie terminu jego wprowadzenia. Od tego zależy, czy dostaniemy miliardy pomocy – mówi wiceminister Tomasz Nowakowski. – Teraz liczy się każdy dzień.

A jest się o co bać. W latach 2007-13 Polska ma dostać z Brukseli ponad 60 mld euro. To pieniądze, które mają rozruszać naszą gospodarkę: mamy za nie budować drogi, oczyszczalnie, szkolić bezrobotnych, tworzyć nowe miejsca pracy. Dzięki nim mamy dołączyć do najbardziej rozwiniętych krajów Europy.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert od unijnych środków z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", zapewnia, że od dwóch lat alarmowała rząd o zagrożeniu z wypłatą unijnej pomocy. – Obserwujemy, że w niektórych instytucjach tworzy się własne systemy informatyczne do podziału pieniędzy z Unii. Tak było choćby w Ministerstwie Gospodarki. Takie systemy nie rozwiązują jednak problemu, Unia żąda on nas jednego, spójnego, programu. Dzisiaj go nie ma – mówi Małgorzata Starczewska- Krzysztoszek

Odpowiedzialny za SIMIK resort finansów zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Przyznaje jednak, że nie wie, czy zdąży ze zmianami do 2007 r. – Robimy wszystko, aby było to jak najszybciej. Cudotwórcą jednak nie jestem – mówi Beata Rudzka z departamentu instytucji płatniczych Ministerstwa Finansów.

Poprawianie SIMIK idzie Ministerstwu Finansów jak po gruzie. Na początku tego roku resort ogłosił przetarg na wybór audytora, który ma sprawdzić, co w systemie nawala. – Nawet kiedy zakończy się proces przetargowy, zwycięska firma będzie potrzebowała kilku tygodni na zbadanie systemu. Później wprowadzenie zmian może trwać ponad rok. Następnie trzeba przeszkolić ludzi i urzędy w obsłudze systemu. Wszystko to może się skończyć dla nas tragicznie – mówi ekonomista prof. Witold Orłowski.