Część ekonomistów przewiduje znacznie poważniejsze spowolnienie gospodarcze w przyszłym roku niż rząd. Prognozy oscyliją między 3, 7 – 3,8 proc. wzrostu PKB i zdaniem specjalistów nie wydają się przesadzone.

Spadek dynamiki wzrostu PKB nominalnie o 1 pkt proc. oznacza ok. 3 mld zł mniej wpływów budżetowych. Jeśli potwierdzą się przewidywania zabraknie nam ok. 3 mld zł wpływów. Jeśli więc rząd nie będzie chciał zwiększać deficytu, będzie musiał szukać oszczędności.

Niższe wpływy podatkowe przysporzą kłopotów samorządom lokalnym. – Niższe tempo wzrostu oznacza dla nas dalsze obniżanie podstawowego źródła dochodów, jakim są wpływy z podatków. To zaś oznacza cięcia w programie inwestycyjnym. Zwłaszcza że dodatkowo rośnie koszt pieniądza.

Spowolnienie gospodarcze oznacza dla gmin cięcie wydatków. Wystarczy kilkuprocentowe zmniejszenie dochodów i będą konieczne cięcia wydatków bieżących albo inwestycyjnych. Trudno dziś oszacować jeszcze ich skalę – podaje „Rzeczpospolita”.