Tylko w ubiegłym roku odeszło od nas prawie 20 osób, jedna czwarta kluczowych ludzi zajmujących się pomocą unijną. Nie ma ich kto zastąpić. A potrzebujemy coraz więcej pracowników – przyznaje Marta Milewska, rzeczniczka marszałka Mazowsza.

Urzędnicy odpływają, tymczasem do wzięcia z Unii jest coraz więcej pieniędzy – na lata 2007-2013 możemy dostać aż 67,3 mld euro na drogi, pociągi, komunikację miejską, budowę hal, stadionów i instytucji kulturalnych. Ale możemy tego wszystkiego nie wybudować, bo do tej pory urzędnicy podpisali umowy na 300 mln euro.

To niepokojące, zwłaszcza że już w 2010 roku Komisja Europejska chce nas rozliczyć z projektów wartych, bagatela, 8,5 mld euro. Jeśli tempo wydawania pieniędzy będzie takie jak do tej pory, możemy zapomnieć o realizacji tak sztandarowych inwestycji jak choćby budowa lotniska w Modlinie, rozbudowa portu lotniczego w Rzeszowie i zakup nowoczesnego taboru kolejowego w Wielkopolsce. Dziesiątki drobniejszych inwestycji, od kanalizacji i wodociągów po szkoły czy oczyszczalnie ścieków, mogą zostać zrealizowane z dużym opóźnieniem.

Poprzedni rząd próbował zatrzymać pracowników urzędów wojewódzkich i Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, dając od 600 do 1,2 tys. zł brutto podwyżki na głowę. To okazało się niewystarczające, podobnie jak mnóstwo szkoleń organizowanych dla urzędników po to, by jak się mówiło, dać szansę rozwoju.