Małopolanie wysłali już ponad 2 tys. listów z protestem do rządu – pisze "Gazeta Wyborcza".

Walka idzie o to, jak podzielić prawie 16 mld euro z regionalnych programów operacyjnych. To pieniądze, które napłyną do Polski z UE w latach 2007-13. Województwa będą mogły je wydać na drogi, mosty, szkoły, wsparcie przedsiębiorców czy rozwój internetu. Pod koniec ubiegłego tygodnia resort rozwoju postanowił zarekomendować rządowi taki sposób ich podziału, by jak najwięcej trafiło do najbiedniejszych regionów, czyli głównie na ścianę wschodnią.

"Nie można doprowadzać do tak dużego międzyregionalnego zróżnicowania wsparcia, z niekorzyścią dla województw, które decydują o rozwoju Polski jako całości" – napisali wczoraj radni śląskiego sejmiku.

Opozycja zarzuca: – PiS chce w ten sposób rozpocząć kampanię wyborczą. Przecież ściana wschodnia już dostała specjalny fundusz na ponad 2,2 mld euro, by dogonić Unię!

- Mam wątpliwości, czy wschodnie regiony poradzą sobie z wydawaniem dodatkowych pieniędzy – mówi poseł PO Tomasz Szypiński, minister rozwoju w gabinecie cieni Platformy. – Przecież by otrzymać unijne pieniądze, trzeba najpierw samemu je wyłożyć na inwestycje.

Podobne obawy ma Bruksela: – Czy wschodnie regiony się nie zadławią? – zastanawia się unijna komisarz Danuta Hübner odpowiedzialna za rozwój regionów.

- Najważniejsze jest nie to, ile dokładnie dostaną województwa, ale jak wykorzystają te pieniądze – mówi minister rozwoju regionalnego Grażyna Gęsicka. Ale sposób podziału unijnej kasy jednak ma znaczenie. Śląskie i małopolskie protestują, bo każde z nich na decyzji resortu rozwoju straci ponad miliard złotych.