Dziennik: Najsilniejsze strony tego budżetu to…

Zyta Gilowska: …większa dyscyplina, zwłaszcza zaś objęcie rygorami budżetu państwa 24 miliardów złotych środków unijnych i krajowych na finansowanie programów wynikających z naszego członkostwa w UE. Połowa tej kwoty została precyzyjnie podzielona między dysponentów, co jest podejściem nowym i niepozbawionym ryzyka. Druga połowa znajduje się w rezerwie. Wprowadziliśmy nowe zasady dysponowania tą rezerwą – inicjatywę oddaliśmy ministrowi rozwoju regionalnego, który będzie działać w porozumieniu z ministrem finansów. Ciekawe, czy zdołamy pokonać wszystkie wyzwania z tym związane. Silną stroną budżetu jest także to, że udało się utrzymać w ryzach apetyty na zwiększanie dochodów i wydatków, apetyty rozbudzone korzystną sytuacją gospodarczą.

Dziennik: Czy w oparciu o plan reformy finansów może pani powiedzieć, w czym budżet 2008 r. będzie lepszy niż tegoroczny. Czy będzie bardziej prorozwojowy?

Zyta Gilowska: Tak. Taka jest idea tej reformy. Główny cel to rugowanie socjalizmu z polskich finansów publicznych, czyli między innymi likwidowanie instytucji, które powstały w latach 50. ubiegłego wieku. Im więcej socjalizmu uda nam się wyrugować, tym większe będą szanse na wzmocnienie fundamentów rozwoju gospodarczego. Zmiana organizacji tak wielkiej struktury, jaką tworzą finanse publiczne, daję możliwość zastosowania nowoczesnych technik zarządzania. Z audytem zewnętrznym i elementami zadaniowego budżetu włącznie.

Dziennik: A jeśli reforma się nie powiedzie? Bierze pani pod uwagę, że opór materii będzie tak duży, że nie uda się jej wprowadzić?

Zyta Gilowska: Oczywiście, że tak. O ile uda się nasze zamiary precyzyjnie zapisać w języku prawnym, co właśnie robimy, to szanse na sukces operacji oceniam na 70 proc.

Dziennik: Co będzie, jak mimo wszystko operacja się nie powiedzie?

Zyta Gilowska: Zostanie po staremu. Będziemy nadal marnotrawić pieniądze i funkcjonować w państwie sformatowanym przez Hilarego Minca i jego dziedziców.

Dziennik: Czy przy tak wysokim wzroście gospodarczym nie można było się pokusić o szybsze wprowadzenie dwóch stawek podatkowych?

Zyta Gilowska: Raczej nie. Zresztą ta zmiana została określona ustawowo i wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2009 r.

Dziennik: Czy rozmawiała pani z ministrem Kluzą, dlaczego zgodził się na wykreślenie zaplanowanej obniżki składek do ZUS już od początku 2007 r.?

Zyta Gilowska: Tak. Wtedy zapadło kilka decyzji stopujących tempo zmian.

Dziennik: Gdyby została pani wtedy w rządzie…

Zyta Gilowska: … nie ustąpiłabym. Teraz płacilibyśmy niższe składki. Wykonanie ubiegłorocznego budżetu z deficytem ponad 5 mld zł niższym od limitu ustawowego to najlepszy dowód, że miałam rację.

Dziennik: Ma pani poczucie straconej szansy w związku z tą sprawą i szeroko rozumianym budżetem?

Zyta Gilowska: Ba, już mówiłam, to polityka. Szansa jest nadal i powinniśmy ją wykorzystać. Zmarnowane szanse są najgorszą rzeczą, jaka się przytrafia i jednostkom, i całym narodom.