Ani złotówka z tego nie pójdzie jednak na podwyżki dla nauczycieli, lekarzy, policjantów czy innych pracowników sfery budżetowej. Dzięki dodatkowym wpływom obniżony zostanie deficyt budżetowy i całego sektora finansów publicznych, czyli państwa i samorządów. – Staramy się udowodnić Komisji Europejskiej, że jesteśmy w stanie utrzymać wydatki instytucji publicznych i samorządów na ubiegłorocznym poziomie – tak, aby niedobór w stosunku do dochodów nie przekroczył 2,5 proc. PKB – zapewnia wiceminister finansów Stanisław Gomułka.

Według danych przesłanych w październiku 2007 r. do Brukseli deficyt finansów publicznych w tym roku ma wynieść 2,9 proc. PKB. W jaki sposób rząd zamierza wygospodarować dodatkowe miliardy?

Wiceminister odpowiada krótko: – Wpływy budżetowe zaplanowane przez rząd PiS są zaniżone. Właśnie przeprowadzamy nowe wyliczenia dotyczące, biorąc pod uwagę najnowsze dane makroekonomiczne – zdradza prof. Gomułka. A te pozwalają sądzić, że wpływy podatkowe do kasy państwa i samorządów mogą być wyższe. Dyrektor Departamentu Polityki Finansowej Jacek Krzyślak uważa, że mogą one sięgnąć 5 mld zł. – Szczegółowe wyliczenia poznamy wkrótce – dodaje dyrektor. Więcej pieniędzy z VAT dać może np. wyższa średnioroczna inflacja, która zamiast założonych w ustawie 2,3 proc. skoczyć ma do 3,5 proc. Popyt wewnętrzny wyniesie 7,5 proc. zamiast 7,2 proc.

Szybko rosną też nasze wynagrodzenia. – W ubiegłym roku zakładano, że ich tempo w 2008 r. sięgnie 3,6 proc., a tymczasem pensje w gospodarce narodowej – jak prognozuje resort finansów – wzrosły w styczniu w porównaniu ze styczniem 2007 r. już o ponad 10 proc. – mówi prof. Gomułka. To z kolei da więcej pieniędzy z PIT. – Liczymy, że wyższe wynagrodzenia Polaków spowodują, że zapłacą oni w sumie o od 2 do 2,5 mld zł wyższe podatki – dodaje wiceminister finansów. W ustawie zapisano, że łączne wpływy z tego tytułu sięgną 36,2 mld zł – pisze dziennik.