Przedsiębiorcy przewidują, że w całym 2006 roku wynagrodzenia wzrosną o ponad 5%, czyli nieco więcej niż rok wcześniej. Z badań NBP wynika, że 40% firm ma już teraz kłopoty ze znalezieniem pracowników, a 50% przewiduje, że w przyszłym roku podniesie płace. Teraz średnia miesięczna pensja wynosi brutto 2464 złotych.

Wzrost wynagrodzeń na razie nie oznacza problemów dla gospodarki, ale jeśli żądania płacowe będą się utrzymywać, radość z wyższych zarobków szybko może się skończyć, ostrzega “Rzeczpospolita”. Niskie koszty pracy są bowiem jednym z najważniejszych czynników przyciągających do nas inwestorów zagranicznych. Kiedy budowanie fabryk przestanie się u nas opłacać, inwestorzy wybiorą Bułgarię i Rumunię, gdzie będą mogli pracownikom płacić dwu a nawet trzykrotnie mniej niż w Polsce.

Pojawiające się żądania płacowe mogą też zaszkodzić finansom państwa, ostrzega prof. Orłowski. Budżet na 2007 rok skonstruowano bowiem przy założeniu, że poza grupami zawodowymi, które już mają obiecane podwyżki, np. lekarzami czy nauczycielami, nikt inny ich nie dostanie.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie “Rzeczpospolitej” przez GfK Polonia – pracujący Polacy, zarówno zatrudnieni etatowo jak i w inny sposób, w większości (70%) uważają, że zarabiają tyle samo co rok wcześniej. Wyższe niż wtedy pensje ma 16% z nas, przy czym spośród tych, którzy otrzymali podwyżki aż 54% ankietowanych mówi, że nie przekroczyły one 5%, a tylko 3% deklaruje, że podniesiono im uposażenie o więcej niż 25%.